niedziela, 10 marca 2019

Rozdział pierwszy


Eva Thompson nigdy nie należała do osób punktualnych. Wręcz przeciwnie.  Dla tej młodej dziewczyny godziny mogłyby nie istnieć, w każdym razie ona i tak nie przywiązywała do nich większej wagi. Jednak tego dnia wszystko musiało być idealnie.
Dzień wcześniej tuż przed snem nastawiła budzik i rano wstała punktualnie o godzinie ósmej.  Miała wystarczająco dużo czasu, żeby w spokoju zjeść śniadanie i przygotować się do wyjścia. Pierwszy raz od dłuższego czasu przeznaczyła parę minut na doprowadzenie fryzury do stanu, w którym mogła pojawić się na ulicy. Założyła dżinsy i damską koszulę, chociaż zazwyczaj wrzucała na siebie spodnie dresowe i męski t-shirt. Tylko na nogach pozostawiła swoje znoszone, ale zasłużone buty sportowe.
Wszystko zdawało się iść zgodnie z planem.
 Ale Eva Thompson była w dalszym ciągu Evą Thompson, nawet jeżeli starała się jak mogła.
W swoim stylu spóźniła się na autobus.
Stojąc na skraju ulicy, odprowadziła wzrokiem lśniący, zielony pojazd piętrowy, w który miała wsiąść, żeby dotrzeć na stadion Mayson Stadium.  Przez chwilę nie wiedziała, jak ma się zachować. Wszystko było nie tak, jak powinno.
Konferencja drużyny Sheffield City miała rozpocząć się punktualnie o dziesiątej.  Była dziewiąta trzydzieści. Autobusem dojechałaby tam po dwudziestu minutach i miałaby jeszcze chwilę, żeby przygotować się do powierzonego jej zadania. Ale autobus odjechał. Bez niej. Następny był dopiero za dwie godziny.
Zareagowała natychmiast. Ruszyła biegiem przed siebie, chociaż nie robiła tego szmat czasu i już wyobrażała sobie ból mięśni, który czekał ją następnego dnia. Nie znała zbyt dobrze trasy, ale w tamtej chwili nie to było najważniejsze. Miała dotrzeć na miejsce, zrobić notatkę z konferencji i zadać trenerowi kilka pytań, które układała cały wieczór. Koniec i kropka. Od tego zależała jej dalsza kariera w gazecie.
Przebiegając wzdłuż kolejnej ulicy, dziewczyna przez chwilę rozważała wzięcie taksówki, ale szybko porzuciła ten pomysł. Nie miała pieniędzy na rachunki, a co dopiero na drogą jazdę przez całe miasto.
Potrąciła kogoś, ale nie zawracała sobie głowy przeprosinami.
Nie mogła się spóźnić. Nie mogła!

Philip Matthews spojrzał w prawe lusterko swojego czarnego Citroena DS5 i skręcił w bramę wjazdową, prowadzącą na parking wewnętrzny stadionu. Zatrzymał się na polecenie ochroniarza, który sprawdził jego przepustkę, a potem wjechał. Zaparkował jak najbliżej tylnego wejścia i wysiadł z auta. Powietrze było rześkie i zwiastowało rychłe ochłodzenie, o którym od paru dni informowały wszystkie stacje meteorologiczne. Philip lubił taką pogodę. Nie otumaniała i pozwalała myślą swobodnie krążyć po głowie. To właśnie wtedy wpadał na najlepsze pomysły, rozwiązania i strategie.
Z tylnego siedzenia zabrał czarny, sportowy plecak i zarzucił go na plecy.  Szybkim krokiem dotarł do wnętrza obiektu. Na końcu korytarza, do którego wszedł, pojawił się młody chłopak w zielonej koszulce z numerem 13 na piersi. Uśmiechnął się zawadiacko i na chwilę odwrócił. Kiedy znów spojrzał na Philipa, pomachał do niego, a wkrótce za jego plecami pojawił się kolejny młody mężczyzna.
- Punktualnie, panie trenerze!- zawołał chłopak z numerem 17 i oparł się na ramieniu drugiego zawodnika.
- Żebyś ty był tak punktualny jak ja, Jones- odpowiedział mu Philip, kiedy zbliżył się do niego na tyle, że nie musiał krzyczeć, żeby ten go usłyszał.
- Pan trener jak zawsze szykowny- rzucił Jones- Ta czarna koszula pewnie podoba się wszystkim kobietom.
Trener westchnął. W tym momencie dotarło do niego, że podróż do Niemiec będzie długa i bardzo męcząca. Bardzo. Szczególnie z młodziakami, którzy dołączyli do drużyny w tym sezonie.
- Kane- zwrócił się do zawodnika z numerem 13- zabierz kolegę i zajmijcie już miejsca. Konferencja zaraz się rozpocznie.
- Tak jest, trenerze- odpowiedział chłopak- Chodź już- zwrócił się ciszej do Jonesa i pociągnął go za sobą- Nie rób z siebie durnia. Ja chcę jeszcze w tym sezonie pograć.
Philip odprowadził ich wzrokiem, a sam jeszcze chwilę miał zamiar delektować się ciszą. Brał udział już w wielu konferencjach. Początkowo jako zawodnik, a potem w charakterze trenera. Za każdym razem czuł się zmęczony tłokiem, hałasem i fleszami, które oślepiały go na każdym kroku. Chciałby mieć już to za sobą, pojechać do domu, pożegnać się z Iris, wziąć walizki, dotrzeć na lotnisko i rozpocząć podróż do Sinsheim. Jednak wciąż czekały na niego pytania, na które musiał odpowiedzieć przed wyjazdem. Spojrzał na zegarek. Została tylko minuta do rozpoczęcia. Wziął głęboki wdech i wszedł na salę.
Zmrużył oczy, żeby uniknąć oślepienia i szybko usiadł na krześle przy stole. Kiedy fotoreporterzy trochę się uspokoili, Philip rozejrzał się po pomieszczeniu. Dziennikarze zajmowali wszystkie krzesła, które dla nich przewidziano, a dodatkowo stali przy ścianach i z tyłu sali.
- …a teraz głos zabierze Philip  Matthews- oznajmił menadżer klubu, Damien Murphy, który przyjął rolę prowadzącego konferencję.
Philip przesunął nieznacznie mikrofon, stojący na stole.
- Witam wszystkich zebranych, którzy w ten wtorkowy poranek postanowili tu przybyć. Nie jest tajemnicą, że nasza drużyna jest młoda. Mamy pięciu zawodników poniżej dwudziestego piątego roku życia i sześciu, którzy dopiero rozpoczęli przygodę z seniorską piłka nożną. Jednak zapewniam państwa, że nie będzie to żadne wytłumaczenie. Jedziemy do Hamburga, żeby wygrać. Mamy zamiar pozostawić serce na boisku. To samo zapewne potwierdzą ci młodzi zawodnicy, którzy mi dzisiaj towarzyszą- chłopcy skwapliwie pokiwali głowami.
- Damy z siebie wszystko- dorzucił od siebie Jones- Pokażemy się z jak najlepszej strony. Będziecie z nas dumni- na końcu uśmiechnął się szeroko i aparaty reporterów poszły w ruch.
- Czy są jakieś pytania?- spytał menadżer, który szybko przejął inicjatywę.
Od razu w górę uniosły się dziesiątki rąk. Menadżer wyznaczył grubego, łysawego mężczyznę, siedzącego w pierwszym rzędzie.
- Dominic Brawn, „Tygodnik Sheffield”. Pytanie do trenera: Co powie pan o przeciwniku?
- Zawodnicy Hoffenheimu odznaczają się szybkością i pomysłem na grę. Potrafią grać pod presją. W poprzednim sezonie my mieliśmy problem z koncentracją do ostatniej minuty, ale jestem przekonany, że już sobie z tym poradziliśmy. Musimy spokojnie i mądrze kreować grę, powinniśmy sobie z nimi poradzić.
Kolejne osoby uniosły ręce. Murphy oddał głos wysokiemu mężczyźnie w garniturze, który stał pod ścianą. Dziennikarzowi towarzyszył krępy kamerzysta.
- Gregory Williams, „Czas na sport”. Dlaczego w drużynie nie znalazło się miejsca dla napastnika, Thomasa Smitha?
Philip westchnął wyraźnie poirytowany. Co miał powiedzieć? Prawdę? Że napastnik jest idiotą i nie chciało mu się opuszczać willi, a zarząd jeszcze głupszy, że nadal go trzyma w drużynie. Potarł czoło i zmęczone oczy. Miał nadzieję, że ciągle utrzymywał maskę profesjonalisty.
- Smith w ostatnim czasie skarżył się na ból w kostce- skłamał- Dla jego dobra i dobra drużyny postanowiliśmy pozostawić go w kraju, żeby tu wrócił do zdrowia. Nie chcemy, żeby podczas zagranicznego meczu nabawił się kontuzji, która przekreśliłaby jego możliwości występów w decydującej fazie rozgrywek Premier League.
Część dziennikarzy pokiwała głowami, usatysfakcjonowana odpowiedzią. Philip kątem oka zerknął na menadżera. Uśmiechał się zadowolony.
Do sali wpadła wysoka, piękna blondynka o smukłych, opalonych nogach, które wydawały się jeszcze dłuższe w połączeniu z czarnymi szpilkami. Na policzkach miała rumieńce i szybko oddychała. Obcisły, niebieski kombinezon do połowy ud z głębokim dekoltem uwydatniał jej pełny biust. Była tak zjawiskowa, że zarówno zawodnicy jak i dziennikarze nie mogli od niej oderwać wzroku. Przystanęła, zaskoczona zainteresowaniem, które wzbudziła, ale szybko odzyskała rezon. Z wysoko podniesioną głową przeszła przez całą salę i stanęła z przodu. Od razu wyciągnęła rękę, żeby zadać pytanie.
Philip wpatrywał się w kobietę z pełnym zainteresowaniem. Nie mógł oderwać od niej wzroku. I nie chciał. Pragnął tylko na nią patrzeć. Na jej seksowne, czerwone usta i gęste czarne rzęsy. Pomyślał, że gdyby zawsze przychodziła na konferencje, mógłby się do nich przekonać.
Menadżer skinął na kobietę głową, żeby ta zabrała głos.
- Alexandra Daniels, „Głos kobiet”. Co pan myśli o zajęciu pierwszego miejsca w plebiscycie na najseksowniejszego trenera wszech czasów według naszego czasopisma?
Jones, siedzący obok niego, parsknął śmiechem. Wkrótce zawtórowali mu inni dziennikarze. Kobieta dalej zachowywała się jak profesjonalistka. Z godną pozazdroszczenia pewnością siebie czekała na odpowiedź.
Philip spodziewał się jakiegoś pytania niezwiązanego z wyjazdem jego drużyny do Niemiec, ale to przeszło jego oczekiwania. Kobieta w jednej sekundzie stała się dla niego mniej interesująca. Z drugiej strony, czego mógł się spodziewać. Uśmiechnął się pod nosem.
- Nic nie myślę- odparł- Nie wiedziałem, że wygrałem jakiś plebiscyt.
- Ale teraz pan wie- kontynuowała kobieta.
- Owszem. Co mogę powiedzieć? Bardzo się cieszę, jeśli mogę sprawiać komuś radość. Kibicom, wygrywając mecz i kobietom, po prostu na niego przychodząc.
Dziennikarze znów zanieśli się śmiechem . Kobieta uśmiechnęła się zalotnie, ukazując rząd białych, prostych zębów.
- Jeszcze jakieś pytania?- zabrał głos menadżer, kiedy ochłonął.
Kolejne ręce poszybowały w górę.

Ledwo żywa Eva dobiegła do bramy. Wyciągnęła przed siebie identyfikator i pokazała go ochroniarzowi. Wbiegła na teren stadionu, ale już wiedziała, że nie zdążyła. Nie licząc ochroniarza, na terenie tego obiektu znajdowała się tylko ona. Nie wierzyła, jak to się mogło stać. Przecież wszystko przygotowała. Wstała wcześniej, zjadła szybciej śniadanie, założyła przygotowane ubrania i wyszła z domu przed czasem. Nie przewidziała tylko, że zmieniły się godziny kursowania autobusów.
Dla pewności weszła jeszcze do sali konferencyjnej, ale tak jak zakładała, była już pusta. Ani żywego ducha. Wyszła na zewnątrz, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Musiała pomyśleć i to bardzo dokładnie.
- Co ja powiem szefowi?- zaczęła mówić na głos, jak miała w zwyczaju, gdy się czymś przejmowała- „Proszę pana, nie udało się. No spóźniłam się, ale obiecuję, że to już ostatni raz”.
Kopnęła kamyk leżący na brukowanym podjeździe.
- To wszystko jest bez sensu!- wykrzyknęła głośno. Para kruków poderwała się z pobliskiego drzewa- To była moja szansa! Teraz przerzuci mnie do działu archiwum i już nigdy nie przeprowadzę wywiadu ze sportowcem! Ten idiota sam nie potrafi powiedzieć, kiedy jest spalony albo wymienić składu drużyny, która w zeszłym sezonie wygrała!
- W zasadzie to nawet ja nie potrafię wymienić tych zawodników- rozległ się głos od strony parkingu.
Dziewczyna odwróciła się szybko w tamtą stronę. Przy małym, błękitnym samochodzie, ukrytym w cieniu drzew,  stał starszy mężczyzna. Siwe włosy i wąsy nadawały jego twarzy poczciwego wyrazu. Eva wiedziała, że skądś go zna, ale nie mogła sobie przypomnieć kim był. Ruszyła w jego stronę, a on w tym czasie wrzucił czarną torbę na tył samochodu i oparł się o drzwi w oczekiwaniu na jej przyjście.
- Co tak głośno sapiesz?- zapytał mężczyzna, gdy tylko do niego dotarła.
- Bo biegłam- odparła.
Dopiero teraz zaczęło dopadać ją wyczerpanie. Wcześniej działała pod wpływem adrenaliny i w końcu organizm musiał za to zapłacić.
- Ile?
Machnęła dłonią, jakby odganiała natrętną muchę.
- Nie wiem. Mieszkam na Fieldhead Road.
Mężczyzna zagwizdał w uznaniem.
- No to szacuneczek.  Całą trasę przebiegłaś?
Dziewczyna pokiwała głową.
- Ale się spóźniłam.
- Jeśli chodzi o konferencję, to zakończyła się jakieś sześć minut.
Eva jęknęła z zawodem i usiadła na jednym z niewielu skrawków trawy na terenie tego stadionu.
- Dziennikarka?- zapytał mężczyzna, kiedy wyciągał z kieszeni papierosa.
- Początkująca.
Podpalił zapalniczką i zaciągnął się dymem.
- Mam nadzieję, że lepsza niż ta, która tu dzisiaj była.
- Nie wiem. To miał być mój pierwszy raz.
- No to ci nie poszło za dobrze- uśmiechnął się do niej, wyraźnie rozbawiony jej historią.
- A pan? Kim pan jest?
Mężczyzna zaciągnął się mocno i wypuścił dym w kształcie okręgu.
- Jestem masażystą w drużynie Sheffield. Richard Brody.
Dziewczyna przypomniała sobie, że widziała go kilka razy podczas lekarskich interwencji na murawie. Na żywo wydawał jej się starszy.
- Ja jestem Eva Thompson.
- Zrobimy tak- rozpoczął- Jeśli wymienisz mi zawodników, o których mówiłaś, to postawię ci kawę i wtedy porozmawiamy.
Dziewczyna skinęła ochoczo. Wiedziała, że odpowie poprawnie. Nie lubiła kawy, ale miała zamiar załapać się na darmowy koktajl.

Siedzieli na wiklinowych krzesłach przed kawiarnią i popijali swoje napoje. Richard mocne espresso, a Eva orzeźwiający koktajl porzeczkowy. Dziewczyna opowiadała o ostatnim sezonie piłki nożnej, wskazując błędy, które odebrały Sheffield zwycięstwo w tamtym roku.
- Skąd ty tyle wiesz o piłce nożnej?- zapytał Richard.
Dziewczyna pociągnęła duży łyk smacznego napoju. Przełknęła i uśmiechnęła się szeroko.
- Oglądam mecze, więc coś tam wiem- odparła, mieszając koktajl zieloną słomką.
- No tak, ale nie każdy, kto ogląda mecz, jest w stanie powiedzieć, jak zachowuje się zawodnik w danej sytuacji. Nie zauważa słabości piłkarzy i ich mocnych stron, miejsc, w które kieruje piłkę, kiedy strzela na bramkę. A nawet jeśli to zauważy, to nie zapamięta tego dla wszystkich zawodników na kilka sezonów wstecz. To po prostu niemożliwe.
- Aż taka dobra to nie jestem. Lubię zwracać uwagę na takie rzeczy, na szczegóły. Mam tak już od dziecka. Nie mam pamięci do języków, ale do zagrań zawodników to już tak.
- To nieprawdopodobne. Dlaczego nie pracujesz dla jakiegoś klubu albo ośrodka szkoleniowego?
- Prawdopodobnie dlatego, że o moich wątpliwych umiejętnościach wiemy tylko ja, moi rodzice, no i teraz jeszcze pan.
Richard pokiwał głową. Na chwilę skupił wzrok w filiżance kawy, a jego myśli przepływały intensywnie przez głowę. Dziewczyna ewidentnie marnowała się w pracy w czasopiśmie i musiał coś z tym zrobić. Nigdy nie spotkał kogoś takiego.
- Jesteś lepsza niż trener Matthews- powiedział z uśmiechem i rozsiadł się wygodnie w fotelu.
Eva zaśmiała się krótko.
- Dziękuję, ale wydaje mi się, że trener byłby niepocieszony, gdyby się o tym dowiedział.
- To mu o tym nie mów.
- Spokojnie. Z moim szczęściem to nigdy go nie spotkam. W pracy pewnie przeniosą mnie do archiwum albo zwolnią. A wcześniej  dostanę opiernicz od szefa.
- Przecież możesz mu powiedzieć, że byłaś na konferencji. Jeśli chcesz, to mogę ci opowiedzieć, co się działo i jakie pytania padały.
Dziewczyna szybko zaprzeczyła ruchem głowy.
- Nie lubię oszukiwać, nawet jeśli zależy od tego moja kariera. Nie zdążyłam, więc muszę ponieść tego konsekwencje- odparła szczerze, a w jej głosie brzmiał potężny smutek, który udzielił się także Richardowi.
- Nie znam zbyt wielu ludzi, którzy są w stanie poświęcić swoją przyszłość, żeby żyć w zgodzie ze swoim sumieniem.
Eva wyraźnie się ożywiła. Obdarzyła mężczyznę szczerym uśmiechem.
- Kogo takiego znasz poza mną?
Mężczyzna próbował się wymigać od odpowiedzi, ale w końcu się poddał.
- Mogę ci powiedzieć, że trener Philip jest do ciebie podobny. Troszkę snobistyczny, ale na swój sposób szlachetny.
- To chyba dobrze, że ktoś taki prowadzi drużynę.
- I jest wkurzający.
Dziewczyna pokiwała głową.
- I narcystyczny.
Eva zaśmiała się.
- Ma pan o nim świetne zdanie.
- To dobry facet. I dobry trener, ale czasem patrzy na zawodników tylko jak trener. Zapomina, że trzeba spojrzeć na nich…
- …jak kibic- dokończyła z uśmiechem.
- Dokładnie. A ty właśnie tak patrzysz na zawodników. Widzisz ich wady i niewątpliwe zalety, ale równocześnie traktujesz ich jak ludzi. Przeczuwasz, co mogą czuć w danej chwili i wiesz, jak to wykorzystać.
- I to wszystko wywnioskowałeś z naszej rozmowy?
- To jak opisujesz zawodników mówi samo za siebie. Musiałby usłyszeć cię ktoś z zarządu klubu- powiedział Richard i podniósł się z fotela- Tymczasem ja muszę się zbierać. Nie pojechałem z drużyną do Niemiec, ale to nie znaczy, że nie mam jeszcze innych obowiązków. Miło było cię poznać, dziewczyno- wyciągnął do niej rękę, którą ona szybko pochwyciła i potrząsnęła z entuzjazmem.
Mężczyzna położył pieniądze na stoliku. Ruszył do wyjścia, ale szybko zawrócił.
- Daj mi swój numer. Mam pewien pomysł.
Richard wyciągnął telefon z kieszeni i zapisał podany przez dziewczynę numer.
- Mam nadzieję, że gdy następnym razem się spotkamy, będziesz miała dla mnie same dobre wieści. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia- odparła dziewczyna i odprowadziła mężczyznę wzrokiem.
Westchnęła. Musiała jeszcze stawić czoła szefowi, a wiedziała, że nie będzie to przyjemna rozmowa. Gary Howard był z natury nerwowym człowiekiem, ale ostatnio rozwodził się z żoną, która wzięła sobie za cel, odebranie mu wszystkich jego pieniędzy. Sądząc po jego nastroju, robiła to skutecznie.
Dziewczyna jeszcze nie wiedziała, co mu powie, żeby ten jej nie zamordował. Ruszyła ulicami Sheffield, rozmyślając nad swoim losem. W razie utraty pracy, musiała jak najszybciej znaleźć nową. Podczas telefonicznych rozmów z mamą miała wrażenie, że ta coś przed nią ukrywa. Przebąkiwała czasami, że uprawy nie są najlepsze i będą musieli zacisnąć pasa. Eva była świadoma, że to tylko kwestia czasu, aż rodzice poinformują ją o tym, że już nie będą mogli pomagać jej w utrzymaniu mieszkania. Musiała mieć pracę.
Dotarła do kamienicy, w której mieściła się siedziba gazety „Sama prawda”. Stare mury zazwyczaj nie wywoływały u niej takiego przygnębienia jak dzisiaj. Ogarnęła je wzrokiem i westchnęła.  Czekało ją naprawdę ciężkie popołudnie.

Eva leżała na kanapie, wpatrując się w sufit. Zmęczona, zrezygnowana i pełna pesymistycznych myśli. Beznadziejny dzień odebrał jej resztki chęci życia. Cały dzień pracowała w zakurzonym dziale archiwalnym i zgubiła portfel z pieniędzmi, które miały jej wystarczyć na jedzenie do końca tygodnia.
- A dzisiaj jest środa- mruknęła i zakryła twarz poduszką.
W przypływie emocji przeturlała się na bok i spadła na dywan. Jęknęła i potarła ramię, na które upadła. Gdy ból minął, rozciągnęła się na podłodze niczym leniwy kot. Było jej tak wygodnie. W dresach, rozciągniętej koszuli i rozwalonym koczku na głowie. Marzyła o tym, żeby przeżyć w ten sposób resztę życia. Chociaż, tak naprawdę, nie chciała już dłużej chodzić do tej pracy.  Nie tak wyobrażała sobie swoją przyszłość w tej gazecie. Raczej myślała o czymś bardziej spektakularnym, o jakiejś oszałamiającej karierze, która skończyłaby się w studiu telewizyjnym na posadzie komentatora albo eksperta sportowego. A teraz wylądowała w archiwum, gdzie miała styczność tylko z zakurzonymi kartonami i segregatorami. Zapewne porzuciłaby tę prace, gdyby tylko miała na oku jakaś inną, bo musiała zarabiać.

Rozdział pierwszy

Eva Thompson nigdy nie należała do osób punktualnych. Wręcz przeciwnie.   Dla tej młodej dziewczyny godziny mogłyby nie istnieć, w każdym ...