Eva Thompson nigdy nie
należała do osób punktualnych. Wręcz przeciwnie. Dla tej młodej dziewczyny godziny mogłyby nie
istnieć, w każdym razie ona i tak nie przywiązywała do nich większej wagi.
Jednak tego dnia wszystko musiało być idealnie.
Dzień wcześniej tuż przed
snem nastawiła budzik i rano wstała punktualnie o godzinie ósmej. Miała wystarczająco dużo czasu, żeby w spokoju
zjeść śniadanie i przygotować się do wyjścia. Pierwszy raz od dłuższego czasu
przeznaczyła parę minut na doprowadzenie fryzury do stanu, w którym mogła
pojawić się na ulicy. Założyła dżinsy i damską koszulę, chociaż zazwyczaj
wrzucała na siebie spodnie dresowe i męski t-shirt. Tylko na nogach pozostawiła
swoje znoszone, ale zasłużone buty sportowe.
Wszystko zdawało się iść
zgodnie z planem.
Ale Eva Thompson była w dalszym ciągu Evą
Thompson, nawet jeżeli starała się jak mogła.
W swoim stylu spóźniła się
na autobus.
Stojąc na skraju ulicy,
odprowadziła wzrokiem lśniący, zielony pojazd piętrowy, w który miała wsiąść,
żeby dotrzeć na stadion Mayson Stadium. Przez chwilę nie wiedziała, jak ma się
zachować. Wszystko było nie tak, jak powinno.
Konferencja drużyny Sheffield
City miała rozpocząć się punktualnie o dziesiątej. Była dziewiąta trzydzieści. Autobusem
dojechałaby tam po dwudziestu minutach i miałaby jeszcze chwilę, żeby
przygotować się do powierzonego jej zadania. Ale autobus odjechał. Bez niej.
Następny był dopiero za dwie godziny.
Zareagowała natychmiast. Ruszyła
biegiem przed siebie, chociaż nie robiła tego szmat czasu i już wyobrażała
sobie ból mięśni, który czekał ją następnego dnia. Nie znała zbyt dobrze trasy,
ale w tamtej chwili nie to było najważniejsze. Miała dotrzeć na miejsce, zrobić
notatkę z konferencji i zadać trenerowi kilka pytań, które układała cały
wieczór. Koniec i kropka. Od tego zależała jej dalsza kariera w gazecie.
Przebiegając wzdłuż
kolejnej ulicy, dziewczyna przez chwilę rozważała wzięcie taksówki, ale szybko
porzuciła ten pomysł. Nie miała pieniędzy na rachunki, a co dopiero na drogą
jazdę przez całe miasto.
Potrąciła kogoś, ale nie
zawracała sobie głowy przeprosinami.
Nie mogła się spóźnić. Nie
mogła!
Philip Matthews spojrzał w
prawe lusterko swojego czarnego Citroena DS5 i skręcił w bramę wjazdową, prowadzącą na
parking wewnętrzny stadionu. Zatrzymał się na polecenie ochroniarza, który
sprawdził jego przepustkę, a potem wjechał. Zaparkował jak najbliżej tylnego
wejścia i wysiadł z auta. Powietrze było rześkie i zwiastowało rychłe ochłodzenie,
o którym od paru dni informowały wszystkie stacje meteorologiczne. Philip lubił
taką pogodę. Nie otumaniała i pozwalała myślą swobodnie krążyć po głowie. To
właśnie wtedy wpadał na najlepsze pomysły, rozwiązania i strategie.
Z tylnego siedzenia zabrał
czarny, sportowy plecak i zarzucił go na plecy. Szybkim krokiem dotarł do wnętrza obiektu. Na
końcu korytarza, do którego wszedł, pojawił się młody chłopak w zielonej
koszulce z numerem 13 na piersi. Uśmiechnął się zawadiacko i na chwilę odwrócił.
Kiedy znów spojrzał na Philipa, pomachał do niego, a wkrótce za jego plecami
pojawił się kolejny młody mężczyzna.
- Punktualnie, panie
trenerze!- zawołał chłopak z numerem 17 i oparł się na ramieniu drugiego
zawodnika.
- Żebyś ty był tak
punktualny jak ja, Jones- odpowiedział mu Philip, kiedy zbliżył się do niego na
tyle, że nie musiał krzyczeć, żeby ten go usłyszał.
- Pan trener jak zawsze
szykowny- rzucił Jones- Ta czarna koszula pewnie podoba się wszystkim kobietom.
Trener westchnął. W tym
momencie dotarło do niego, że podróż do Niemiec będzie długa i bardzo męcząca.
Bardzo. Szczególnie z młodziakami, którzy dołączyli do drużyny w tym sezonie.
- Kane- zwrócił się do
zawodnika z numerem 13- zabierz kolegę i zajmijcie już miejsca. Konferencja
zaraz się rozpocznie.
- Tak jest, trenerze-
odpowiedział chłopak- Chodź już- zwrócił się ciszej do Jonesa i pociągnął go za
sobą- Nie rób z siebie durnia. Ja chcę jeszcze w tym sezonie pograć.
Philip odprowadził ich
wzrokiem, a sam jeszcze chwilę miał zamiar delektować się ciszą. Brał udział już
w wielu konferencjach. Początkowo jako zawodnik, a potem w charakterze trenera.
Za każdym razem czuł się zmęczony tłokiem, hałasem i fleszami, które oślepiały
go na każdym kroku. Chciałby mieć już to za sobą, pojechać do domu, pożegnać
się z Iris, wziąć walizki, dotrzeć na lotnisko i rozpocząć podróż do Sinsheim. Jednak
wciąż czekały na niego pytania, na które musiał odpowiedzieć przed wyjazdem.
Spojrzał na zegarek. Została tylko minuta do rozpoczęcia. Wziął głęboki wdech i
wszedł na salę.
Zmrużył oczy, żeby uniknąć
oślepienia i szybko usiadł na krześle przy stole. Kiedy fotoreporterzy trochę
się uspokoili, Philip rozejrzał się po pomieszczeniu. Dziennikarze zajmowali
wszystkie krzesła, które dla nich przewidziano, a dodatkowo stali przy ścianach
i z tyłu sali.
- …a teraz głos zabierze
Philip Matthews- oznajmił menadżer
klubu, Damien Murphy, który przyjął rolę prowadzącego konferencję.
Philip przesunął
nieznacznie mikrofon, stojący na stole.
- Witam wszystkich
zebranych, którzy w ten wtorkowy poranek postanowili tu przybyć. Nie jest
tajemnicą, że nasza drużyna jest młoda. Mamy pięciu zawodników poniżej
dwudziestego piątego roku życia i sześciu, którzy dopiero rozpoczęli przygodę z
seniorską piłka nożną. Jednak zapewniam państwa, że nie będzie to żadne
wytłumaczenie. Jedziemy do Hamburga, żeby wygrać. Mamy zamiar pozostawić serce
na boisku. To samo zapewne potwierdzą ci młodzi zawodnicy, którzy mi dzisiaj
towarzyszą- chłopcy skwapliwie pokiwali głowami.
- Damy z siebie wszystko-
dorzucił od siebie Jones- Pokażemy się z jak najlepszej strony. Będziecie z nas
dumni- na końcu uśmiechnął się szeroko i aparaty reporterów poszły w ruch.
- Czy są jakieś pytania?-
spytał menadżer, który szybko przejął inicjatywę.
Od razu w górę uniosły się
dziesiątki rąk. Menadżer wyznaczył grubego, łysawego mężczyznę, siedzącego w
pierwszym rzędzie.
- Dominic Brawn, „Tygodnik
Sheffield”. Pytanie do trenera: Co powie pan o przeciwniku?
- Zawodnicy Hoffenheimu
odznaczają się szybkością i pomysłem na grę. Potrafią grać pod presją. W
poprzednim sezonie my mieliśmy problem z koncentracją do ostatniej minuty, ale
jestem przekonany, że już sobie z tym poradziliśmy. Musimy spokojnie i mądrze
kreować grę, powinniśmy sobie z nimi poradzić.
Kolejne osoby uniosły ręce.
Murphy oddał głos wysokiemu mężczyźnie w garniturze, który stał pod ścianą.
Dziennikarzowi towarzyszył krępy kamerzysta.
- Gregory Williams, „Czas
na sport”. Dlaczego w drużynie nie znalazło się miejsca dla napastnika, Thomasa
Smitha?
Philip westchnął wyraźnie
poirytowany. Co miał powiedzieć? Prawdę? Że napastnik jest idiotą i nie chciało
mu się opuszczać willi, a zarząd jeszcze głupszy, że nadal go trzyma w
drużynie. Potarł czoło i zmęczone oczy. Miał nadzieję, że ciągle utrzymywał
maskę profesjonalisty.
- Smith w ostatnim czasie
skarżył się na ból w kostce- skłamał- Dla jego dobra i dobra drużyny
postanowiliśmy pozostawić go w kraju, żeby tu wrócił do zdrowia. Nie chcemy,
żeby podczas zagranicznego meczu nabawił się kontuzji, która przekreśliłaby
jego możliwości występów w decydującej fazie rozgrywek Premier League.
Część dziennikarzy
pokiwała głowami, usatysfakcjonowana odpowiedzią. Philip kątem oka zerknął na
menadżera. Uśmiechał się zadowolony.
Do sali wpadła wysoka,
piękna blondynka o smukłych, opalonych nogach, które wydawały się jeszcze
dłuższe w połączeniu z czarnymi szpilkami. Na policzkach miała rumieńce i
szybko oddychała. Obcisły, niebieski kombinezon do połowy ud z głębokim
dekoltem uwydatniał jej pełny biust. Była tak zjawiskowa, że zarówno zawodnicy
jak i dziennikarze nie mogli od niej oderwać wzroku. Przystanęła, zaskoczona
zainteresowaniem, które wzbudziła, ale szybko odzyskała rezon. Z wysoko
podniesioną głową przeszła przez całą salę i stanęła z przodu. Od razu
wyciągnęła rękę, żeby zadać pytanie.
Philip wpatrywał się w
kobietę z pełnym zainteresowaniem. Nie mógł oderwać od niej wzroku. I nie
chciał. Pragnął tylko na nią patrzeć. Na jej seksowne, czerwone usta i gęste
czarne rzęsy. Pomyślał, że gdyby zawsze przychodziła na konferencje, mógłby się
do nich przekonać.
Menadżer skinął na kobietę
głową, żeby ta zabrała głos.
- Alexandra Daniels, „Głos
kobiet”. Co pan myśli o zajęciu pierwszego miejsca w plebiscycie na
najseksowniejszego trenera wszech czasów według naszego czasopisma?
Jones, siedzący obok
niego, parsknął śmiechem. Wkrótce zawtórowali mu inni dziennikarze. Kobieta
dalej zachowywała się jak profesjonalistka. Z godną pozazdroszczenia pewnością
siebie czekała na odpowiedź.
Philip spodziewał się
jakiegoś pytania niezwiązanego z wyjazdem jego drużyny do Niemiec, ale to
przeszło jego oczekiwania. Kobieta w jednej sekundzie stała się dla niego mniej
interesująca. Z drugiej strony, czego mógł się spodziewać. Uśmiechnął się pod
nosem.
- Nic nie myślę- odparł- Nie
wiedziałem, że wygrałem jakiś plebiscyt.
- Ale teraz pan wie-
kontynuowała kobieta.
- Owszem. Co mogę
powiedzieć? Bardzo się cieszę, jeśli mogę sprawiać komuś radość. Kibicom,
wygrywając mecz i kobietom, po prostu na niego przychodząc.
Dziennikarze znów zanieśli
się śmiechem . Kobieta uśmiechnęła się zalotnie, ukazując rząd białych,
prostych zębów.
- Jeszcze jakieś pytania?-
zabrał głos menadżer, kiedy ochłonął.
Kolejne ręce poszybowały w
górę.
Ledwo żywa Eva dobiegła do
bramy. Wyciągnęła przed siebie identyfikator i pokazała go ochroniarzowi.
Wbiegła na teren stadionu, ale już wiedziała, że nie zdążyła. Nie licząc
ochroniarza, na terenie tego obiektu znajdowała się tylko ona. Nie wierzyła,
jak to się mogło stać. Przecież wszystko przygotowała. Wstała wcześniej, zjadła
szybciej śniadanie, założyła przygotowane ubrania i wyszła z domu przed czasem.
Nie przewidziała tylko, że zmieniły się godziny kursowania autobusów.
Dla pewności weszła
jeszcze do sali konferencyjnej, ale tak jak zakładała, była już pusta. Ani
żywego ducha. Wyszła na zewnątrz, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Musiała
pomyśleć i to bardzo dokładnie.
- Co ja powiem szefowi?-
zaczęła mówić na głos, jak miała w zwyczaju, gdy się czymś przejmowała- „Proszę
pana, nie udało się. No spóźniłam się, ale obiecuję, że to już ostatni raz”.
Kopnęła kamyk leżący na
brukowanym podjeździe.
- To wszystko jest bez
sensu!- wykrzyknęła głośno. Para kruków poderwała się z pobliskiego drzewa- To
była moja szansa! Teraz przerzuci mnie do działu archiwum i już nigdy nie
przeprowadzę wywiadu ze sportowcem! Ten idiota sam nie potrafi powiedzieć,
kiedy jest spalony albo wymienić składu drużyny, która w zeszłym sezonie
wygrała!
- W zasadzie to nawet ja
nie potrafię wymienić tych zawodników- rozległ się głos od strony parkingu.
Dziewczyna odwróciła się
szybko w tamtą stronę. Przy małym, błękitnym samochodzie, ukrytym w cieniu
drzew, stał starszy mężczyzna. Siwe
włosy i wąsy nadawały jego twarzy poczciwego wyrazu. Eva wiedziała, że skądś go
zna, ale nie mogła sobie przypomnieć kim był. Ruszyła w jego stronę, a on w tym
czasie wrzucił czarną torbę na tył samochodu i oparł się o drzwi w oczekiwaniu
na jej przyjście.
- Co tak głośno sapiesz?-
zapytał mężczyzna, gdy tylko do niego dotarła.
- Bo biegłam- odparła.
Dopiero teraz zaczęło
dopadać ją wyczerpanie. Wcześniej działała pod wpływem adrenaliny i w końcu
organizm musiał za to zapłacić.
- Ile?
Machnęła dłonią, jakby
odganiała natrętną muchę.
- Nie wiem. Mieszkam na
Fieldhead Road.
Mężczyzna zagwizdał w
uznaniem.
- No to szacuneczek. Całą trasę przebiegłaś?
Dziewczyna pokiwała głową.
- Ale się spóźniłam.
- Jeśli chodzi o
konferencję, to zakończyła się jakieś sześć minut.
Eva jęknęła z zawodem i
usiadła na jednym z niewielu skrawków trawy na terenie tego stadionu.
- Dziennikarka?- zapytał
mężczyzna, kiedy wyciągał z kieszeni papierosa.
- Początkująca.
Podpalił zapalniczką i
zaciągnął się dymem.
- Mam nadzieję, że lepsza
niż ta, która tu dzisiaj była.
- Nie wiem. To miał być
mój pierwszy raz.
- No to ci nie poszło za
dobrze- uśmiechnął się do niej, wyraźnie rozbawiony jej historią.
- A pan? Kim pan jest?
Mężczyzna zaciągnął się
mocno i wypuścił dym w kształcie okręgu.
- Jestem masażystą w
drużynie Sheffield. Richard Brody.
Dziewczyna przypomniała
sobie, że widziała go kilka razy podczas lekarskich interwencji na murawie. Na
żywo wydawał jej się starszy.
- Ja jestem Eva Thompson.
- Zrobimy tak- rozpoczął-
Jeśli wymienisz mi zawodników, o których mówiłaś, to postawię ci kawę i wtedy
porozmawiamy.
Dziewczyna skinęła
ochoczo. Wiedziała, że odpowie poprawnie. Nie lubiła kawy, ale miała zamiar
załapać się na darmowy koktajl.
Siedzieli na wiklinowych
krzesłach przed kawiarnią i popijali swoje napoje. Richard mocne espresso, a
Eva orzeźwiający koktajl porzeczkowy. Dziewczyna opowiadała o ostatnim sezonie
piłki nożnej, wskazując błędy, które odebrały Sheffield zwycięstwo w tamtym
roku.
- Skąd ty tyle wiesz o
piłce nożnej?- zapytał Richard.
Dziewczyna pociągnęła duży
łyk smacznego napoju. Przełknęła i uśmiechnęła się szeroko.
- Oglądam mecze, więc coś
tam wiem- odparła, mieszając koktajl zieloną słomką.
- No tak, ale nie każdy,
kto ogląda mecz, jest w stanie powiedzieć, jak zachowuje się zawodnik w danej
sytuacji. Nie zauważa słabości piłkarzy i ich mocnych stron, miejsc, w które
kieruje piłkę, kiedy strzela na bramkę. A nawet jeśli to zauważy, to nie
zapamięta tego dla wszystkich zawodników na kilka sezonów wstecz. To po prostu
niemożliwe.
- Aż taka dobra to nie
jestem. Lubię zwracać uwagę na takie rzeczy, na szczegóły. Mam tak już od
dziecka. Nie mam pamięci do języków, ale do zagrań zawodników to już tak.
- To nieprawdopodobne.
Dlaczego nie pracujesz dla jakiegoś klubu albo ośrodka szkoleniowego?
- Prawdopodobnie dlatego,
że o moich wątpliwych umiejętnościach wiemy tylko ja, moi rodzice, no i teraz
jeszcze pan.
Richard pokiwał głową. Na
chwilę skupił wzrok w filiżance kawy, a jego myśli przepływały intensywnie przez
głowę. Dziewczyna ewidentnie marnowała się w pracy w czasopiśmie i musiał coś z
tym zrobić. Nigdy nie spotkał kogoś takiego.
- Jesteś lepsza niż trener
Matthews- powiedział z uśmiechem i rozsiadł się wygodnie w fotelu.
Eva zaśmiała się krótko.
- Dziękuję, ale wydaje mi
się, że trener byłby niepocieszony, gdyby się o tym dowiedział.
- To mu o tym nie mów.
- Spokojnie. Z moim
szczęściem to nigdy go nie spotkam. W pracy pewnie przeniosą mnie do archiwum
albo zwolnią. A wcześniej dostanę
opiernicz od szefa.
- Przecież możesz mu
powiedzieć, że byłaś na konferencji. Jeśli chcesz, to mogę ci opowiedzieć, co
się działo i jakie pytania padały.
Dziewczyna szybko
zaprzeczyła ruchem głowy.
- Nie lubię oszukiwać,
nawet jeśli zależy od tego moja kariera. Nie zdążyłam, więc muszę ponieść tego
konsekwencje- odparła szczerze, a w jej głosie brzmiał potężny smutek, który
udzielił się także Richardowi.
- Nie znam zbyt wielu
ludzi, którzy są w stanie poświęcić swoją przyszłość, żeby żyć w zgodzie ze
swoim sumieniem.
Eva wyraźnie się ożywiła.
Obdarzyła mężczyznę szczerym uśmiechem.
- Kogo takiego znasz poza
mną?
Mężczyzna próbował się
wymigać od odpowiedzi, ale w końcu się poddał.
- Mogę ci powiedzieć, że
trener Philip jest do ciebie podobny. Troszkę snobistyczny, ale na swój sposób
szlachetny.
- To chyba dobrze, że ktoś
taki prowadzi drużynę.
- I jest wkurzający.
Dziewczyna pokiwała głową.
- I narcystyczny.
Eva zaśmiała się.
- Ma pan o nim świetne
zdanie.
- To dobry facet. I dobry
trener, ale czasem patrzy na zawodników tylko jak trener. Zapomina, że trzeba
spojrzeć na nich…
- …jak kibic- dokończyła z
uśmiechem.
- Dokładnie. A ty właśnie
tak patrzysz na zawodników. Widzisz ich wady i niewątpliwe zalety, ale
równocześnie traktujesz ich jak ludzi. Przeczuwasz, co mogą czuć w danej chwili
i wiesz, jak to wykorzystać.
- I to wszystko
wywnioskowałeś z naszej rozmowy?
- To jak opisujesz
zawodników mówi samo za siebie. Musiałby usłyszeć cię ktoś z zarządu klubu-
powiedział Richard i podniósł się z fotela- Tymczasem ja muszę się zbierać. Nie
pojechałem z drużyną do Niemiec, ale to nie znaczy, że nie mam jeszcze innych
obowiązków. Miło było cię poznać, dziewczyno- wyciągnął do niej rękę, którą ona
szybko pochwyciła i potrząsnęła z entuzjazmem.
Mężczyzna położył
pieniądze na stoliku. Ruszył do wyjścia, ale szybko zawrócił.
- Daj mi swój numer. Mam
pewien pomysł.
Richard wyciągnął telefon
z kieszeni i zapisał podany przez dziewczynę numer.
- Mam nadzieję, że gdy
następnym razem się spotkamy, będziesz miała dla mnie same dobre wieści. Do
zobaczenia.
- Do zobaczenia- odparła
dziewczyna i odprowadziła mężczyznę wzrokiem.
Westchnęła. Musiała
jeszcze stawić czoła szefowi, a wiedziała, że nie będzie to przyjemna rozmowa.
Gary Howard był z natury nerwowym człowiekiem, ale ostatnio rozwodził się z
żoną, która wzięła sobie za cel, odebranie mu wszystkich jego pieniędzy. Sądząc
po jego nastroju, robiła to skutecznie.
Dziewczyna jeszcze nie
wiedziała, co mu powie, żeby ten jej nie zamordował. Ruszyła ulicami Sheffield,
rozmyślając nad swoim losem. W razie utraty pracy, musiała jak najszybciej
znaleźć nową. Podczas telefonicznych rozmów z mamą miała wrażenie, że ta coś
przed nią ukrywa. Przebąkiwała czasami, że uprawy nie są najlepsze i będą musieli
zacisnąć pasa. Eva była świadoma, że to tylko kwestia czasu, aż rodzice
poinformują ją o tym, że już nie będą mogli pomagać jej w utrzymaniu
mieszkania. Musiała mieć pracę.
Dotarła do kamienicy, w
której mieściła się siedziba gazety „Sama prawda”. Stare mury zazwyczaj nie wywoływały
u niej takiego przygnębienia jak dzisiaj. Ogarnęła je wzrokiem i westchnęła. Czekało ją naprawdę ciężkie popołudnie.
Eva leżała na kanapie,
wpatrując się w sufit. Zmęczona, zrezygnowana i pełna pesymistycznych myśli.
Beznadziejny dzień odebrał jej resztki chęci życia. Cały dzień pracowała w
zakurzonym dziale archiwalnym i zgubiła portfel z pieniędzmi, które miały jej
wystarczyć na jedzenie do końca tygodnia.
- A dzisiaj jest środa-
mruknęła i zakryła twarz poduszką.
W przypływie emocji
przeturlała się na bok i spadła na dywan. Jęknęła i potarła ramię, na które
upadła. Gdy ból minął, rozciągnęła się na podłodze niczym leniwy kot. Było jej
tak wygodnie. W dresach, rozciągniętej koszuli i rozwalonym koczku na głowie. Marzyła
o tym, żeby przeżyć w ten sposób resztę życia. Chociaż, tak naprawdę, nie
chciała już dłużej chodzić do tej pracy.
Nie tak wyobrażała sobie swoją przyszłość w tej gazecie. Raczej myślała
o czymś bardziej spektakularnym, o jakiejś oszałamiającej karierze, która
skończyłaby się w studiu telewizyjnym na posadzie komentatora albo eksperta
sportowego. A teraz wylądowała w archiwum, gdzie miała styczność tylko z
zakurzonymi kartonami i segregatorami. Zapewne porzuciłaby tę prace, gdyby
tylko miała na oku jakaś inną, bo musiała zarabiać.